Zdarza się, że nasz znajomy jest w trudnej sytuacji, mianowicie wiedzie, tak zwane normalne, uporządkowane życie, słowem - nie wędkuje.
Wędkarstwo, jak wiadomo leczy takie schorzenia doskonale. Najlepiej od razu zabrać się do rzeczy i wieczorem umówić z pechowcem w barze. Tam, w sprzyjającej atmosferze przy piątej kolejce zaczynamy działać.
Po pierwsze należy wytłumaczyć nieszczęśnikowi, że bezlitosne plagi, które na niego spadły, jak stała praca, tolerancyjna żona, spore oszczędności, nie są najgorsze - mógł przecież zacząć zbierać znaczki, sklejać modele, czy zostać fryzjerem. Jest też na nie rada – wędkarstwo.
I tu pierwsze niebezpieczeństwo, istnieją, bowiem ludzie, którzy dziwnie reagują, i już na sam dźwięk tego słowa, płoszą się. Żeby tego uniknąć, upewnijmy się najpierw czy nasz przyszły kompan dostał odpowiednio dużą dawkę znieczulenia( niektórzy mają mocną głowę!). Następnego dnia odwiedzamy chorego, zdecydowanie przystępując do drugiej części planu, czyli zakupów.
Zabieramy kolegę do największego i najbardziej okazałego sklepu wędkarskiego w okolicy. Po wybraniu około sześciu ( na początek wystarczy) wędzisk, i tyluż (logiczne) pasujących do nich kołowrotków, przejść należy do drobnej galanterii, jak: proca, GPS, kombinezon wypornościowy, glina rozpraszająca, słodzik itp. Z kilku powodów, najlepiej byłoby, gdyby zapłacił kartą. Po pierwsze, da nam to trochę czasu, bo reakcja ludzi, których spotkało naraz tyle szczęścia, bywa czasami, delikatnie mówiąc niewdzięczna. Po drugie, unikniemy widoku człowieka, tracącego przytomność.Czas na trzecią część planu, kartę wędkarską.
Niestety, o ile wędkarski sklep czy zaprzyjaźniona knajpa potrafią dostarczyć silnych, prawdziwie wędkarskich przeżyć, o tyle już sama myśl o regulaminach, przepisach, składkach powoduje zanik łowieckich instynktów. Egzaminy na kartę wędkarską - podobnie jak spotkania z drogówką - mają swoją symbolikę, i niewątpliwie coś z magii. Czasami, z niewiadomych przyczyn trwają tak krótko, że świeżo upieczony wędkarz nie jest w stanie przypomnieć sobie ich przebiegu.
Ostatnie zadanie to pierwsza zasiadka. Nic prostszego, jedziemy w ciemno nad któryś z naszych wspaniałych, rybnych zbiorników, i ze stoperem w ręku, łowimy sympatyczne karpiki w ławicach przebiegłych pstrągów tęczowych. Ważymy, płacimy, pakujemy do jednorazówek(pusty worek obsługa powinna zwrócić przy wyjściu), po czym, zrelaksowani, wypoczęci i szczęśliwi, suniemy powrotną drogą wprost do domu. Gdyby nasz nowy kompan miał jakieś wątpliwości - co zdarza się niedoświadczonym wędkarzom, i pytał np., po co mu sześć wędek, skoro regulamin dopuszcza dwie, albo, dlaczego łowił w miejscu gdzie trzeba dodatkowo płacić za każdą rybę, a każda z tych ryb musi zamienić się w filet. Odpowiedzmy, zgodnie z prawdą, że nie pojmie od razu, zawiłego sensu wędkarstwa.
źródło: http://www.rybieoko.pl/artykuly/rybim_okiem/jak_z_czlowieka_zrobic_wedkarza
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz